NOWE FAKTY W SPRAWIE WYPADKU. OJCIEC ZMARŁEJ OPOWIADA.
Kolejny śmiertelny wypadek, koło Ręczyna, zginęła młoda dziewczyna.
Rozpacz na drodze
Leżała na poboczu drogi w strugach zimnego deszczu. Otaczali ją strażacy i zafrasowana ekipa ratunkowa, która czyniła wszystko aby zakrwawionemu ciału przywrócić życie. Do klatki piersiowej poprzyklejali macki przyrządów medycznych, w żyły wtaczali życiodajne płyny.
Pracy ratowników przyglądali się gapie, którzy wysiedli z zablokowanych wypadkiem samochodów. Obok w rowie leżał wrak kompletnie rozbitego samochodu. Po drugiej stronie szosy, także w rowie spoczywał nieduży bus ciągnący lawetę. Podczas zderzenia przyczepa obróciła się i przebiła dach auta. Siedział na niej mężczyzna, któremu pielęgniarka opatrywała nogę. Potem przy dziewczynie pojawiła się jakaś kobieta. Padła na kolana, jakby modlitwą chciała wspomóc medyków. Gdy szlochając wstała, musiał ją wspierać strażak aby nie upadła. Okazało się, że to była siostra. Dramat na drodze trwał jeszcze kilkanaście minut. Ranną na noszach włożono do karetki, która na sygnale pognała do zgorzeleckiego szpitala. Niestety, pomoc okazała się nadaremna. Kobiety nie udało się uratować.
Dopiero po ślubie
Ofiarą wypadku okazała się Marta Z., 26 letnia mieszkanka Zgorzelca. - Kierując samochodem marki Volkswagen Golf , przy wykonywaniu manewru wyprzedzania zjechała na przeciwny pas ruchu i zderzyła się z kierującym samochodem marki Ford Transit. Wskutek zderzenia kobieta zmarła po przewiezieniu do szpitala. Jej 51-letni pasażer doznał obrażeń ciała, pozostał w szpitalu. Kierujący Fordem 56-letni mężczyzna doznał ogólnych potłuczeń ciała a jego 32 letni pasażer urazu głowy i ogólnych potłuczenia ciała. Obaj pozostali w szpitalu w Zgorzelcu - dowiedzieliśmy się od komisarz Iwony Leszczyńskiej, rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu. Marta Z. Od blisko pięciu lat pracowała w bogatyńskim Urzędzie Miasta. Trasę znała więc na pamięć, bo przemierzała ją dwa razy dziennie. Feralnego dnia wiozła Jana M., kolegę z pracy. Na wyjaśnienie czeka pytanie, co zawiniło: rutyna, pośpiech czy może nieuwaga. Dramat jest tym większy, że miesiąc temu zawarła związek małżeński. W dniu wypadku jej rodzice przebywali na wczasach. Wracali do Zgorzelca nocą. Ich podróż na szczęście była bezpieczna. Ojciec zmarłej, pan Janusz Z. skontaktował się z nami.
Było ślisko
Informacje uzyskane od policji nie są zgodne z faktami. Wiem jak było, bo rozmawiałem z Janem M., który jechał z córką. Jej volkswagen był jednym z samochodów jadących kolumną od strony Bogatyni. Nie poruszali się zbyt szybko, na pewno nie przekraczali 60 km/godz. W pewnym momencie pojazd jadący na czele kolumny włączył prawy kierunkowskaz, jednocześnie rozpoczynając skręt. Tym manewrem zaskoczył wszystkich, zaczęło się hamowanie. Moja córka też hamowała lecz miała pecha. Było ślisko i na mokrej nawierzchni zaczęło ją ściągać na lewy pas. Wtedy nastąpiło zderzenie - opowiada Janusz Z.
 
 
 
|