Koszykarze wygrali oba mecze w pierwszej fazie play-off. Rywalem był zespół WKK Wrocław. Pierwsze spotkanie rozegrano w stolicy Dolnego Śląska (58:106 dla PGE) a drugi w zgorzeleckiej Turów Arenie (88:74 dla gospodarzy). Zawody rozegrano dzień po dniu, lecz różniły się ze sobą jak noc i dzień. W pierwszym od pierwszych chwil nie było wątpliwości, kto jest dominatorem [I kwarta 13:30], w drugiej miejscowi ambitniej bronili swojego kosza [23:26], lecz w trzeciej wyraźnie zaczęli zgorzelczanom ustępować pola [15:23], aby w czwartej bronić już tylko honoru [7:27].
Chwiejny Turów
Nie wiadomo, co się stało w drugim dniu rozgrywek, ale można było odnieść że na parkiet wyszły dwa odmienione zespoły. O ile bowiem w pierwszej odsłonie Turów jeszcze przypominał samego siebie, grał na przyzwoitym poziomie [24:15]. Oglądanie większości fragmentów tego spotkania było prawdziwym roller-coasterem. Pościgi i ucieczki, pechowe „pudła”, niecelne rzuty, straty a po nich kontrataki dawały szerokie spektrum emocji. Doszło do tego, że w pewnym momencie spotkania goście prowadzili [31:34]. Po przerwie spotkanie nabrało rumieńców, zgorzelczanie znowu złapali wiatr w żagle, dzięki czemu ponownie wyszli na prowadzenie. Niestety zapału wystarczyło gospodarzom tylko na trzecią kwartę, bo w czwartej energia z nich uleciała i przegrali tę ćwiartkę [16:22]. Na szczęście wypracowana wcześniej przewaga pozwoliła zgorzelczanom wygrać ten mecz [88:74]. Można zastanowić się, co było przyczyną mieszanej formy Turowa. Jako jedną z nich można upatrywać w wysokiej wygranej w dniu poprzednim. Zgorzelczanie wiedzieli, że gdyby ten dwumecz zakończył się choćby jednym punktem ich przewagi, to i tak by go wygrali. A zatem lekceważenie rywala czy dekoncentracja? Jeżeli kogokolwiek chwalić, to oba zespoły. Turów za zwycięstwo a WKK za waleczność i ambicję. Na kolejnego przeciwnika Turów musi poczekać do 8 kwietnia, gdyż wtedy zostaną rozegrane kolejne trzy mecze grupy D.
J.G.
Foto: GRE

EUR
USD
CHF
GBP
CZK