Źle rozpoczęły się dla koszykarzy PGE Turów seria finałowa o pierwsze miejsce w grupach pretendujących o pierwsze miejsce i awans do 1 ligi koszykówki męskiej. Pierwsze spotkanie pomiędzy gospodarzami a BS Bytom rozegrano w sobotę 23 maja. Przyjezdni zaskoczyli zgorzelczan pomysłowością i konsekwencją w ataku.
Miejscowi próbowali stawiać im czoło dobrą obroną. Okazała się ona mocno dziurawa, gdyż pierwszą kwartę Ślązacy wygrali 13:25. Druga odsłona także należała do gości 13:15. Przerwa dała czas zawodnikom, aby nieco otrząsnąć się z szoku i wyjść na boisko bardziej skoncentrowanymi. W efekcie udało się zremisować tę ćwiartkę 19:19, ale zaległości nie uległy zmniejszeniu. Po trzech kwartach różnica wynosiła 15 pkt na korzyść Bytomia. W ostatniej odsłonie w Turach niespodziewanie obudził się duch walki. Wygrali ją 7 punktami (27:20), lecz to było za mało, aby odwrócić losy meczu. Końcowy wynik to 74:82. Znawcy tematu komentując spotkanie byli zaskoczeni i zbulwersowani zaskakującymi zmianami, jakie trener wprowadził w ustawieniach zawodników. Mało kto grał na swojej pozycji z sezonu zasadniczego. Stąd mógł wyniknąć chaos, który chwilami pojawiał się w szeregach Turowa.
Pechowe rzuty wolne
W niedzielę 24 maja sytuacja na boisku wyglądała dużo korzystniej, jak w sobotę. Tym razem to gospodarze zdominowali parkiet, w czasie pierwszych 10 minut prowadzili z wynikiem 31:19. Powody do radości zgasły już w drugiej odsłonie, którą Polonia wygrała 13:17. Sytuacja nie uległa poprawie w trzeciej ćwiartce. Zgorzelczanie pozwolili sobie wrzucić 22 pkt, zaś goście pozwolili miejscowym poprawić swój wynik tylko o 17 oczek. Ambitna walka obu zespołów nie pozwoliła rozstrzygnąć mecz w ciągu 40 minut. Przy stanie 76:76 konieczna była dogrywka. Przy ogłuszającym dopingu każda z drużyn walczyła o zwycięstwo. Więcej kondycji zachowali chyba jednak bytomianie, którzy na sekundy przed końcową syreną prowadzili 88:90. I wtedy zdarzyło się coś, co nigdy się nie zdarza. Gdy na tablicy wyników czas chciał pokazać, że mecz się kończy, jeden z rozgorączkowanych graczy Polonii chciał zablokować Bereszyńskiego, który oddawał rzut z dystansu. Po dłuższej naradzie sędziowie orzekli, że sfaulowanemu zawodnikowi przysługują trzy rzuty wolne. W czasie, gdy sędziowie obradowali widać było, w jakim stresie jest egzekutor. Chodził niespokojnie wokół linii rzutów wolnych. Nic dziwnego, miał przecież świadomość że od niego zależy wygrana lub przegrana. Gdy wreszcie pozwolono mu rzucać to okazało się, że pierwszy rzut spudłował. Wszyscy mieli nadzieję, że trafi kolejne dwa i będzie druga dogrywka. Nic z tego. Spudłował wszystkie trzy. Trzeba zauważyć, że widzowie zachowali się z godnością. Nikt głośno nie krytykował zawodnika. Wśród głównych przyczyn porażki można wymienić nieskuteczność linii obrony: obrońcy nie potrafili zatrzymać graczy Polonii w zbiórkach pod atakowanym oraz bronionym koszem. Zdaniem znawców wina leży tutaj po stronie wysokich graczy, którzy nie spełniali swojego zadania. Kolejne dwa (a może tylko jeden) mecze będzie można obejrzeć na internetowych kanałach YouTube. Czy trener Krysiewicz weźmie wzór z trenera Cesnauskisa, trenera Arki Gdynia, który przegrywając 0:2 z Wrocławiem wykrzesał ze swoich graczy takie moce, które pozwoliły Arce ostatecznie wygrać 3:2?
(J.G./Foto: GRE)

EUR
USD
CHF
GBP
CZK